Miejskie Przedsiębiorstwo Oczyszczania w Toruniu modernizuje instalacje, planuje nową bazę i rozwija odzysk surowców. Joanna Pepłowska, prezes zarządu MPO, mówi o inwestycjach, wyzwaniach branży oraz znaczeniu pracowników i współpracy z mieszkańcami.
Objęła Pani kierowanie MPO w 2024 roku. Co wymagało wówczas największej zmiany?
Zastałam przedsiębiorstwo stabilne operacyjnie, ale potrzebujące nowego impulsu rozwojowego. Wraz z zarządem postawiliśmy na pozyskiwanie środków zewnętrznych i długofalowy program inwestycji. Wartość projektów realizowanych lub przygotowywanych z udziałem takiego finansowania przekracza 17 mln zł. Równolegle porządkowaliśmy procesy zarządcze, rozwijaliśmy działalność handlową i zmienialiśmy sposób komunikacji z mieszkańcami. Chciałam, aby było w niej więcej miejsca dla pracowników, którzy każdego dnia dbają o czystość miasta.
Jak te założenia przekładają się na konkretne inwestycje?
Zakończona modernizacja sortowni o wartości ponad 10 mln zł, z dofinansowaniem blisko 7 mln zł. Nowy separator optyczny i prasa belująca pozwolą skuteczniej odzyskiwać surowce. To szczególnie istotne po uruchomieniu systemu kaucyjnego, bo z odpadów komunalnych stopniowo znikają cenne materiały, jak butelki PET i puszki aluminiowe. Musimy lepiej wykorzystywać to, co nadal trafia do instalacji. Dziś nie wystarczy dobrze świadczyć usługi; trzeba przewidywać zmiany i odpowiednio wcześnie przygotowywać na nie przedsiębiorstwo.
MPO przygotowuje też budowę nowej bazy. Co zmieni ona w funkcjonowaniu spółki?
Dzisiaj działamy w kilku lokalizacjach, co komplikuje logistykę. Nowa baza przy ul. Kociewskiej skupi zaplecze operacyjne, administracyjne i techniczne w jednym miejscu. Jej powierzchnia wyniesie 4,1 ha wobec obecnych 2,6 ha. We wrześniu podpisaliśmy umowę na dokumentację projektową; zakończenie projektowania wraz z uzyskaniem pozwolenia na budowę planujemy do marca 2027 roku. Zależy nam na sprawniejszej organizacji pracy i stworzeniu przestrzeni do dalszego rozwoju.
W którym obszarze gospodarki odpadami dostrzega Pani dziś największy potencjał rozwoju?
W bioodpadach. To jeden z największych strumieni odpadów komunalnych, a bez ich prawidłowej segregacji trudno osiągnąć wymagane poziomy recyklingu. Już dziś wytwarzamy z nich TORHUM, środek poprawiający właściwości gleby. Z biogazu składowiskowego produkujemy energię elektryczną i ciepło. Pozyskaliśmy również około 15 ha terenów pod rozwój infrastruktury. Otwiera to możliwość budowy instalacji fermentacji bioodpadów i rozbudowy kompostowni. Chcemy, aby jak najwięcej tego, co trafia do systemu, wracało do obiegu jako surowiec, produkt lub energia.
Coraz większego znaczenia nabiera również ponowne wykorzystanie przedmiotów. Jaką rolę odegra w tym rozbudowa PSZOK?
To projekt wart blisko 2,46 mln zł, z niemal 1,7 mln zł dofinansowania unijnego. Powstaną m.in. punkt napraw i przygotowania rzeczy do ponownego użycia, miejsce wymiany przedmiotów oraz sala edukacyjna. Zależy nam, by mieszkańcy nie tylko oddawali odpady, lecz także mogli przekazać sprawne rzeczy kolejnym użytkownikom. Gospodarka o obiegu zamkniętym zaczyna się również od takich codziennych wyborów.
Co najbardziej utrudnia dziś planowanie przyszłości?
Niepewność zmian prawnych i rynkowych. Podejmujemy decyzje inwestycyjne na wiele lat, nie wiedząc dokładnie, jak będzie wyglądał system rozszerzonej odpowiedzialności producenta czy rynek surowców wtórnych. Rosną również koszty energii i pracy. Drugim wyzwaniem jest dostęp do specjalistów: gospodarka odpadami coraz bardziej potrzebuje kompetencji z automatyki, energetyki czy informatyki. Technologia i analiza danych będą odgrywać coraz większą rolę, ale trzeba mieć ludzi, którzy potrafią z nich korzystać.
W rozmowie o technologii często wraca Pani do mieszkańców i pracowników. Dlaczego?
Nawet najnowocześniejsza instalacja nie zastąpi prawidłowej segregacji w domach. Dlatego prowadzimy edukację ekologiczną; tylko w 2025 roku objęliśmy nią ponad 4 tys. uczniów. Rozwijamy też program EcoKid i kampanie kierowane do mieszkańców. Z kolei w naszej komunikacji pokazujemy rzeczywistą pracę zespołu. Zależy mi na przełamywaniu stereotypów, bo za codziennym funkcjonowaniem miasta stoją konkretni ludzie. Oni sami współtworzą materiały i relacje z mieszkańcami. MPO powinno być partnerem lokalnej społeczności, a nie wyłącznie wykonawcą usługi.
Jak chciałaby Pani widzieć MPO w 2030 roku?
Jako nowoczesną, stabilną finansowo spółkę, działającą w nowej bazie i przygotowaną do kolejnych inwestycji w odzysk surowców, przetwarzanie bioodpadów i energię. Chciałabym, abyśmy wyznaczali kierunki rozwoju gospodarki komunalnej w regionie, a jednocześnie pozostawali blisko mieszkańców. O sukcesie nie decydują przecież same instalacje i technologie, lecz także zaangażowanie pracowników i zdolność dostosowywania się do zmian.