Prognozy wskazują, że tegoroczny sezon huraganowy na Atlantyku może być mniej aktywny niż zwykle. Eksperci przypominają jednak, że nawet pojedynczy silny żywioł potrafi przesądzić o skali strat.

Amerykańscy meteorolodzy przewidują, że sezon huraganowy 2026 na Atlantyku może okazać się spokojniejszy od przeciętnego. Według prognozy NOAA (National Oceanic and Atmospheric Administration) prawdopodobieństwo sezonu poniżej normy wynosi 55 procent, natomiast szanse na aktywność wyższą niż zwykle oceniono jedynie na 10 procent. To sygnał istotny dla państw i regionów, które co roku przygotowują się na uderzenia tropikalnych burz, huraganów i związanych z nimi powodzi.

Sezon oficjalnie rozpoczyna się 1 czerwca i trwa do 30 listopada. W tym czasie, zgodnie z przewidywaniami, może powstać od 8 do 14 nazwanych burz tropikalnych. Od 3 do 6 z nich może osiągnąć siłę huraganu, a od 1 do 3 przekształcić się w duże huragany, czyli zjawiska co najmniej trzeciej kategorii. Dla porównania przeciętny sezon atlantycki przynosi 14 nazwanych burz, 7 huraganów i 3 duże huragany.

Za słabszą aktywność na Atlantyku ma odpowiadać przede wszystkim rozwijające się zjawisko El Niño. Jego wpływ może ograniczać warunki sprzyjające powstawaniu huraganów, m.in. przez zwiększenie pionowych uskoków wiatru. W praktyce oznacza to, że burzom tropikalnym trudniej jest się organizować i szybko wzmacniać.

Taka prognoza nie oznacza jednak braku zagrożenia. Meteorolodzy od lat podkreślają, że liczba burz w całym sezonie nie zawsze mówi najwięcej o realnym ryzyku. Wystarczy jeden huragan, który uderzy w gęsto zaludniony obszar, by sezon uznawany za spokojniejszy stał się wyjątkowo dotkliwy dla mieszkańców, gospodarki i infrastruktury.

Znaczenie ma także szerszy kontekst klimatyczny. Cieplejsze wody oceanów mogą sprzyjać gwałtownemu wzmacnianiu się niektórych zjawisk, nawet jeśli ich łączna liczba będzie mniejsza. Dlatego prognozy sezonowe są ważnym narzędziem dla służb, ale nie zastępują lokalnej gotowości, systemów ostrzegania i planów ewakuacyjnych.

NOAA zwraca również uwagę, że El Niño może inaczej wpływać na poszczególne akweny. O ile na Atlantyku może ograniczać aktywność huraganową, o tyle we wschodnim i centralnym Pacyfiku warunki mogą sprzyjać większej liczbie takich zjawisk. To pokazuje, że globalna pogoda działa jak system naczyń połączonych, a pozornie spokojniejszy sezon w jednym regionie nie musi oznaczać mniejszej liczby zagrożeń w skali świata.

Najważniejszy wniosek z prognozy jest więc ostrożny: huraganów może być mniej, ale czujność pozostaje konieczna. W przypadku żywiołów statystyka bywa myląca, bo o skali katastrofy często decyduje nie liczba burz, lecz siła, miejsce i moment ich uderzenia.

Udostępnij ten artykuł
Link został skopiowany!