Rosnące znaczenie miast wokół Warszawy zmienia mapę rynku mieszkaniowego. Prezes Artur Kruszewski o inwestycjach, jakości i kierunku rozwoju AHouse Development.
AHouse działa od 2017 roku. W jakim miejscu firma jest dziś i co najlepiej pokazuje skalę jej rozwoju?
Powiedziałbym, że jesteśmy mniej więcej w połowie drogi. W porównaniu z pierwszym rokiem działalności zwiększyliśmy przychody i skalę inwestycji aż stukrotnie. Na co dzień trudno jednak dostrzec rozmiar tej zmiany, bo nie nastąpiła ona nagle. Każdego dnia przesuwamy się o kawałek i dopiero spojrzenie z zewnątrz pokazuje, jak wiele się zmieniło.
Największą zmianą było przejście od domów bliźniaczych i szeregowych do budownictwa wielorodzinnego. Nie była to wyłącznie zmiana rodzaju inwestycji, lecz także modelu wzrostu. Projekty wielorodzinne pozwoliły nam realizować więcej mieszkań w ramach jednego procesu, a tym samym szybciej zwiększać skalę działalności.
Czy wraz z rozwojem firmy zmienił się Pana sposób zarządzania i co nadal chce Pan mieć pod osobistą kontrolą?
Sam sposób zarządzania nie zmienił się zasadniczo, choć większa skala wymaga delegowania coraz większej liczby bieżących spraw. Wciąż osobiście uczestniczę w wyborze działki, ustalaniu założeń projektu oraz doborze wykonawców i materiałów - czyli w decyzjach, które przesądzają o charakterze inwestycji. Chcę zachować wpływ przede wszystkim tam, gdzie błędów nie da się później łatwo naprawić.
Tak rozumiem również kontrolę nad jakością. Najwięcej uwagi poświęcamy tym elementom, z którymi mieszkańcy mają stały kontakt. Wykorzystywane materiały jak drzwi, profile czy okna muszą być solidne, trwałe i pochodzić od sprawdzonych producentów. W tych obszarach wybieramy najlepsze produkty dostępne na rynku, bo ich standard bezpośrednio przekłada się na komfort codziennego użytkowania naszych klientów.
Nasze mieszkania projektujemy z myślą o większej przestronności, zarówno pod względem metrażu, jak i wysokości pomieszczeń. Dzięki temu wnętrza są bardziej komfortowe i dają większe poczucie swobody. Jeśli klient podejmie decyzję o zakupie odpowiednio wcześnie, możemy również wspólnie dopracować układ lokalu. To wymaga od zespołu większego zaangażowania i czasem ogranicza marżę, lecz w efekcie powstaje mieszkanie dopasowane do potrzeb konkretnego klienta, a jego komfort traktujemy priorytetowo.
Wieloletnia działalność w Grodzisku Mazowieckim pozwoliła Panu obserwować, jak zmieniają się miasta wokół Warszawy. Co widać z perspektywy dewelopera?
Widzimy, że coraz więcej osób decyduje się na przeprowadzkę z większych miast - najwięcej naszych klientów trafia do nas z Pruszkowa. Cena oczywiście, ma znaczenie, ale nie jest jedynym argumentem. W Grodzisku codzienność można zorganizować sprawniej: przedszkola, szkoły i usługi są bliżej, a na lokalne przejazdy poświęca się znacznie mniej czasu.
Bliskość Warszawy bardzo nam pomaga, ale Grodzisk nie musi być wyłącznie jej zapleczem mieszkaniowym. Może być samodzielnym miejscem do życia, z Warszawą w zasięgu dojazdu. CPK może ten proces wyraźnie przyspieszyć. Jeśli potwierdzą się szacunki mówiące o napływie około 15 tys. nowych mieszkańców, Grodzisk może zwiększyć swoją skalę niemal o połowę. Taki rozwój nie może jednak opierać się wyłącznie na budownictwie mieszkaniowym. Musi mu towarzyszyć rozbudowa dróg, szkół, usług oraz infrastruktury technicznej.
To właśnie w Grodzisku planują Państwo budowę hotelu. Dla AHouse to zupełnie nowe doświadczenie.
Tak, chociaż z naszej perspektywy nadal jest to forma działalności deweloperskiej. Potrzeba hotelu w mieście jest duża, a władze Grodziska same wyszły z inicjatywą i przeznaczyły pod niego działkę. Naszą rolą będzie zbudowanie obiektu i wybór marki sieciowej. Osobną decyzją pozostaje to, czy sami zajmiemy się jego prowadzeniem, czy powierzymy tę rolę doświadczonemu operatorowi.
Wejście do Warszawy to dla dewelopera ważny test. Co sprawiło, że właśnie teraz zdecydowali się Państwo na ten krok?
Nie zakładaliśmy żadnego konkretnego terminu. Pojawiła się odpowiednia działka i uznaliśmy, że warto spróbować. Projekt obejmuje około 85 mieszkań, więc jak na stolicę nie jest duży. Dla nas to świadomy pierwszy krok i sprawdzian, jak poradzimy sobie na większym, bardziej konkurencyjnym i trudniejszym administracyjnie rynku.
Nie chcemy jednak zmieniać naszego podejścia tylko dlatego, że wchodzimy na większy rynek. Nadal zależy nam na jakości, dobrym projekcie i lokalizacjach, w których widzimy potencjał.
W jakim kierunku chce Pan dziś rozwijać AHouse i co będzie kształtować kolejne inwestycje firmy?
Mamy trzy kierunki rozwoju. Pierwszy to wzrost organiczny: kolejne działki, inwestycje i stopniowe wejście na nowe tereny. Drugi to akwizycja -aktywnie szukamy dewelopera nieco mniejszego lub zbliżonego do nas skalą, którego moglibyśmy kupić i zintegrować. Trzecim, bardziej odległym kierunkiem jest giełda. Już analizujemy, jak się do niej przygotować i w którym momencie taki krok będzie miał sens.
Na decyzje mieszkaniowe coraz silniej wpływają również zmiany demograficzne. Starsi mieszkańcy bloków bez wind częściej będą szukać lokali wygodniejszych w codziennym funkcjonowaniu, młodsi natomiast większej przestrzeni i dobrze zaprojektowanego otoczenia. Niezależnie od wieku klienci coraz uważniej patrzą na to, kto stoi za inwestycją, jakie ma portfolio, opinie i jak reaguje wtedy, gdy pojawia się problem. W budownictwie nie da się wyeliminować wszystkich usterek, ale można pokazać, jak się do nich odpowiedzialnie podchodzi. Dlatego głównie na zaufaniu chcemy budować przyszłość AHouse. Druga połowa naszej drogi ma oznaczać większą skalę, ale nie kosztem standardu, który wypracowaliśmy.
AHouse Developmentadmin